Gołąbki

To było nasze największe kulinarne wyzwanie….

Nasza kuchnia po przygotowanym obiedzie wyglądała jak po przejściu huraganu…

Ale opłaciło się.

Zrobiliśmy najpyszniejsze gołąbki na świecie!

I jak patrzymy na to z perspektywy czasu, to dochodzimy do wniosku, że moglibyśmy sobie oszczędzić tego całego sprzątania, gdybyśmy tylko zrobili jakiś biznes plan- a mianowicie- kupili sobie w końcu porządny, WIELKI garnek.

<Okazało się bowiem, że ciężko jest gotować całą kapustę w za małym garnku…>

 

No ale zacznijmy od początku…

Od jakiegoś czasu chodziła nam po głowie myśl, że bawimy się w robienie przepisów z ‚górnej’ półki, a nie potrafimy przyrządzać takich zwykłych, tradycyjnych potraw.

Na pierwszy ogień poszły gołąbki.

Zakupy zrobiliśmy na bazarku i pojechaliśmy do domu szczęśliwi i z wielkim zapałem do roboty.

W trakcie przygotowywania obiadu, korzystaliśmy trochę z pomocy internetu (W spódnicy)  a naszym telefonicznym doradcą była mama Tomka.

 

Składniki:

  • kilogram mięsa mielonego wieprzowego
  • jajko
  • biała kapusta z odciętym głąbem od spodu
  • 2 ugotowane woreczki ryżu parabolicznego
  • czosnek
  • przyprawy: majeranek, czerwona papryka, pieprz i SÓL (o której zapomnieliśmy:-)
  • sos pomidorowy w proszku (żeby na czasie oszczędzić)
  • oliwa z oliwek

Ja zajęłam się mięsem a Tomi kapuchą.

 

I się zaczęły problemy… Bo okazało się, że z nas tacy super kucharze, którzy porządnych garnków w domu nie mają! Brakowało nam bowiem dużego gara na kapuchę… No to Tomi wpadł na pomysł, żeby wcisnąć ją do garnuszka i potem bawił się w obracanie kapuchy, tak, żeby ją podgotować z każdej strony. Miało to niby ułatwić ściąganie liści….No, faktycznie ułatwiło… Tomi co chwilę stękał, że się poparzył. Koniec końców- udało się. Tomi poobrywał tym sposobem około 15 liści – przy okazji kilka zespuł, ale to nieważne…Liczy się jedynie sympatyczna atmosfera w kuchni- to, że nikt na siebie nie krzyczy, że sobie pomaga i nikt fochów na nikogo nie strzela. Nieprawdaż? :-)

 

Ja miałam super ambitne zadanie- wymieszać surowe mięso z ryżem, czosnkiem,przyprawami i jajkiem. (A to, że ‚się o soli zapomniało” to już nie moja wina…Można by rzecz, że chciałam, żeby było zdrowiej.)

 

Z mięska uformowałam kotleciki i podsmażyłam je lekko na patelni. Troszku się rozwalały, ale to co. I tak miały być ostatecznie upchnięte do kapuchy.

 

Gotowe kotleciki zawijaliśmy w pojedyncze liście i układaliśmy je w naszych piknych półmiskach (które dopiero co kupiliśmy przy okazji robienia gołąbków) wysmarowanych oliwą.

 

Gołąbki zalaliśmy przepysznym chemicznym sosem pomidorowym w proszku i wstawiliśmy do rozgrzanego piekarnika na 150 stopni na około 2 godziny podduszania.

 

Cudne półmiski wyjęliśmy po godzinie,  ( bo byliśmy już strasznie głodni) a tu kicha, rozczarowanie, porażka życiowa… Niby to dobre, ale kapucha jakaś taka twarda…

 

Załamani, odstawiliśmy ja na godzinę na kolejne podduszanie… Po jakimś czasie, po wyjęciu ich z piekarnika, stał się cud! Zaszła reakcja przegryzania się, kapusta zmiękła, przylepiła się do mięsa i otrzymaliśmy najcudowniejsze gołąbki na świecie!!! ( A jak niesamowicie musiałyby smakować, gdyby tylko zostały posolone:-)

 

Z podanej ilości składników wyszło nam  14 gołębi.

 

kasia i tomek