Pierniczki, które wychodzą

Pewnie zastanawiacie się skąd ta nazwa…

Wszystko zaczęło się od dość niefortunnej przygody, kiedy to parę lat temu dostałam lewy przepis na pierniki od koleżanki mojej mamy. Nie miałam wówczas zielonego pojęcia o jakimkolwiek pieczeniu czy gotowaniu, więc nie zdziwiła mnie dużo za duża ilość mąki w przepisie. No i zrobiłam. Cegły zamiast pierników. Rok później też miałam małe problemy, bo coś źle odczytałam i dałam 30 gram tłuszczu (zamiast 300) i biedny Tomek musiał to wszystko zagniatać… Od tamtej pory zapisałam sobie przepis DUŻYMI literami z dopiskiem „pierniczki, które wychodzą”, i od tej pory masowa produkcja idzie jak należy!

Składniki na cały stos pierników:

  • 4,5 szklanki mąki plus mąka do podsypania stolnicy
  • 1 szklanka gorącego, płynnego miodu
  • 15 łyżek cukru
  • 30 dag smalcu lub 15 dag smalcu i 15 dag margaryny (zawsze robimy tą drugą wersję)
  • 1 jajo
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej

Gorący miód wlać do mąki i posiekać nożem. Po przestygnięciu dodać cukier, tłuszcz, sodę. Wbić jajko. Wyrobić ciasto ( i tu mógłby się nam chłop przydać).

Rozwałkować na grubość ok 0,5 cm. Wykrawać pierniczki.

Piec w 160 stopniach z termoobiegiem przez 10 minut.

Pierniczki miękną po tygodniu.

Wpis dodaję do kulinarnych akcji: Wigilia i Świętujemy.

Kasia