Kompot z zimowych owoców

 

Ostatnie dni były dość…szalone…

 

A wszystko zaczęło się we wtorek, kiedy to dostałam informację od mojej mamy, że na drugi dzień organizuje babskie spotkanie (z noclegiem), i że mnie na niego serdecznie zaprasza. Spotkanie miało się odbyć ze środy na czwartek. Początkowo uznałam to, za ciut zwariowany pomysł, ponieważ w czwartek miałam na 8.00 do pracy ( a musiałabym pokonać ok 100 km w jedną stronę…). Po pół godziny odpisałam: ok. przyjeżdżam!!!

Jeszcze tego samego dnia (tzn wieczoru) upiekłam ciasto marchewkowe, przygotowałam nową porcję cappuccino i cukru waniliowego (tzw. wkupne:-)

 

Na drugi dzień poszłam najnormalniej w świecie do pracy…

Zostało mi już kilka ostatnich minut lekcji, kiedy nagle mój Tomek zaczął do mnie nieustannie wydzwaniać. Myślałam, że się coś stało, no ale przecież nie mogłąm odebrac telefonu w czasie zajęć.

I nagle przyszedł TEN sms:

„Aaaaaaaaa…mówili o twoim blogu w Dzień Dobry TVN!!!!!!!!!

Mało nie spadłam z krzesła.

Ostatnie minuty lekcji ciągnęły się w nieskończoność, i kiedy tylko wypuściłam dzieciaki, zadzwoniłam, żeby dowiedzieć się o co chodzi….nic z tego nie rozumiałam…

Otóż okazało się, że biorąc udział w konkursie Blog Roku 2011, Martyna Wojciechowska (jako jurorka w tej kategorii) zwróciła uwagę na mój blog, ze względu na jego dość oryginalną nazwę:-)) no i postanowiła o nim wspomnieć Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi…

Normalnie szok!!!!!!!!!

 

Wróciliśmy do domu, włazimy na Dupę, a tu na nas czekało coś niesamowitego!- po niecałych 2 godzinach od momentu emisji, miałam ok. 1000 wejść na stronę!!!! (jednak moc TV jest przeogromna!!!:-) p.s. do północy na bloga weszło 2373 osób………….(mój kuzyn się śmiał, że zostałam ‚Dupą internetu’:-)

 

Po południu dojechałam na miejsce spotkania. Była tam już moja mama i babcia.

Miały do nas jeszcze dojechać dwie ciocie- Gisia i Kasia, ale miały małe opóźnienie, bo utknęły na zakupach… (pikne sobie cudeńka kupiły, oj pikne…) Gisia i Kasia nie miały zielonego pojęcia, że przyjeżdżam. Kiedy kobiety wpadły do domku, zaczęły się piski, śmiechy… I wtedy do akcji wkroczyłam JA z rudaskiem. Ciotki były w mega szoku!!!!!!!!!

Najpierw zaczęłyśmy oglądać fatałaszki, które sobie kupiła Gisia i nowe poidełko Kasi dla wróbelków do ogródka.

 

Potem zaczęła się degustacja dań, deserów i drinków…Trzeba było wznieść parę toastów:

– za Kubę (kuzyna), który nareszcie zdał egzamin a studiach (a z tego co kojarzę zdawał go po raz 7:-/

– za Maćka (mojego brata) bo miał tego dnia urodziny

– no i za naszą Dupę w telewizji !!!

 

Jeju co to był za wspaniały wieczór…

Śmiechów nie było końca- najpierw o zmumifikowanych kotach pod altanką, kocie na łopacie, wytrzeszczu myszki w materacu, o tym jak nie należy otwierać puszki, o żorżetach pani Basi w wykonaniu Gisi, o serze w uszach i głowie w lodówce. Dawno się tak nie chichrałam jak wtedy…

To był mój dzień!

A na drugi dzień potulnie wstałam o 5tej rano, i wróciłam do Zielonej Góry…

Tego kompociku co prawda nie jadłyśmy na babskim spotkaniu, ale akurat został mi ten jeden przepis do opublikowania. Następne dopiero się tworzą:-)

 

Składniki:

  • 130 g suszonych śliwek
  • 130 g suszonych moreli
  • 150 g dużych rodzynek
  • dzbanek mocnej herbaty Twinings
  • 125 ml soku pomarańczowego + odrobina więcej w razie potrzeby
  • kawałek kory cynamonu
  • gęsty jogurt
  • 50 g uprażonych płatków migdałowych

Kompot należy zacząć robić dzień wcześniej.

Do miski należy wsypać wszystkie owoce i zalać je 500 ml ostudzonej herbaty i sokiem pomarańczowym. Wszystko należy wymieszać, przykryć i wstawić na noc do lodówki.

Na drugi dzień owoce trzeba przelać do garnka, dodać cynamon i sok pomarańczowy (jeśli jest taka potrzeba) i gotować przez parę minut na wolnym ogniu.

Do miseczki należy włożyć odrobinę jogurtu, dodać ciepłe owoce i oprószyć płatkami migdałów.

Sophie Dahl poleca przechowywać kompot w lodówce i odgrzewać sobie go w mniejszych porcjach.

(Przepis pochodzi z książki ‚Apetyczna panna Dahl’)

Kasia