Malinowy smoothie z melisą

Tydzień temu, kiedy byliśmy u moich rodziców, wybrałam się z mamą do Sławy na rynek ze starociami. Niestety szału nie było, ponieważ była to końcówka długo łikendu majowego i nie przywieźli ‚poruszających serce przedmiotów’. Kupiłam sobie jedynie dwie małe pocieszne fioletowe miseczki (po złotówce za sztukę:). I nagle…na rynku zobaczyłam ZIÓŁKA. I mi się zachciało zrobić prywatną plantację w domu na parapecie. <Swojego czasu miałam wyhodowanych kilka ziółek, ale szlag je trafił kiedy wyjechaliśmy na obóz (Aguś, pozdrawiam!:-) Od tamtej pory miałam jedynie badziewne z supermarketu…>

No i zaczęłyśmy z mamą szaleć. Kupiłyśmy dwie donice (mady in Italy) i mnóstwo małych sadzonek: bazylię zwykłą i czerwoną, 2 odmiany oregano (nie wiem jakie, nie znam się:-), tymianek, miętę, rukolę i melisę… Zaledwie po tygodniu melisa mi się tak rozrosła, że muszę ją co chwilę skubać. Jak na razie skończyła jedynie w herbacie i w malinowym koktajlu. I brak mi pomysłów, co można z nią jeszcze robić…. Jeśli macie jakieś przepisy z tą zieleniną, piszcie!:-)

Składniki na 2 koktajle:

  • 200g mrożonych malin
  • kilka listków melisy (u mnie 6 naprawdę dużych)
  • 2 łyżki miodu (Tomek jęczał, że powinnam dodać cukier zamiast miodu, ale proszę pamiętać, że cukier to biała śmierć!:-)
  • 500ml schłodzonej maślanki

Wszystkie składniki umieścić w blenderze (jeśli chodzi o maślankę, proponuję dodawać ją partiami) i dokładnie zmiksować.

Finito!

Kasia