Chrupki z ciecierzycy

Proponuję Wam dzisiaj zdrową przekąskę, więc nie omieszkam wspomnieć co nieco o… zdrowym trybie życia, ha!

Ostatnio jęczałam, jak mi źle, że nie lubię jesieni i zarówno pogoda jak i mój humor jest do d***. Jęczałam i jęczałam, aż w końcu Tomi kupił nam kijki. Tak, tak… TE kijki. I wiecie co? To był naprawdę genialny pomysł! Kiedyś tak już sobie kijkowaliśmy co sobotę, bo dołączaliśmy się do grupy ciut starszych koleżanek (czyt. po siedemdziesiątce;p) i razem pomykaliśmy po lesie, ale tym razem postanowiliśmy sobie sami połazić, tym bardziej, że mieszkamy w lesie.

No, przy lesie.

I dopóki nam zapału starczy, będziemy tak sobie łazić. Przynajmniej tyłek można rozruszać, hihi.

Przed chwilą wróciłam właśnie z takiego spacerku. I kiedy tak sobie łaziłam, przypomniały mi się moje małe przygody w tym lesie: otóż parę lat temu kiedy mieszkałam tu jako studentka zdarzały mi się nocne powroty do domu.

Przez las.

Nocą.

Kiedy ciemno było.

Samemu.

Drogę przez las miałam wówczas opanowaną do perfekcji. Wiedziałam, w którym miejscu mam skręcić, a najprzyjemniej szło się kiedy księżyc był w pełni. Wtedy na pełnym luzie wracałam do domu. (Z gazem w ręce ma się rozumieć;p)

Ponadto, skoro to las, to były też bliskie spotkania ze zwierzątkami- pierwsze z sarną, kiedy wracałam z uczelni do domu. Przebiegła tuż przede mną. A ostatnio- tydzień temu- nocą, kiedy spotkaliśmy małe stadko dzików na naszej drodze.

Najgorszą jednak ‚przygodę’ miałam jakoś 4 lata temu- szłam z Rudą na drugie osiedle, na pocztę. Rudzielec sobie biegał, szczekał, kiedy nagle przebiegał koło nas jakiś facet. Ruda, jak to pies, zaczęła na niego szczekać. Gościu się wkurzył i coś tam do mnie zaburczał, że powinnam trzymać ją na smyczy (owszem, miał chłop rację). A ja durna zamiast przytaknąć, to mu odpowiedziałam, że: „ten piesek nic panu nie zrobi”. No i miazga… Typ się wkurzył, zbliżył się do mnie i wyciągnął łapę, bo chciał mi przywalić!!! Jeny jaka malutka się zrobiłam… . Zaczął się na mnie drzeć, przeklinać i wymachiwać tym łapskiem, a ja się tylko modliłam, żeby mi nic nie zrobił. Na szczęście przeżyłam, bo gość mnie chciał tylko nastraszyć. No cóż… udało mu się. Potem jakoś przez miesiąc nie wchodziłam do tego lasu. A najgorsze jest to, że od czasu do czasu widzę typa jak sobie biega po osiedlach… .

A tak poza tym, mój las bardzo lubię.

Nawet jesienią.

I w dzień.

Skoro byłą mowa o zdrowiu, to teraz czas na… cieciorkę, którą kupiłam już dawno, dawno temu w sklepie ze zdrową żywnością- natoobe)… . I tak sobie leżała i się kurzyła;p Aż w końcu znalazłam ten przepis i pomyślałam, że to jest to! Chrupki bardzo mi zasmakowały, niestety Tomi był innego zdania;p No cóż… różnią się nieco od tych tłustych bekonowych, hihi.

Składniki:

  • 150g suchej ciecierzycy
  • 3-4 łyżki oliwy z oliwek
  • sól morska
  • ostra papryka mielona
  • czerwona papryka (również mielona)
  • oregano
  • curry

 

Soczewicę wrzucić do miski, zalać wodą i przykryć talerzykiem. Raz czy dwa można ją lekko przemieszać. Odstawić na całą noc.

Na drugi dzień wodę wylać i porządnie przepłukać ciecierzycę. Ciecierzycę trzeba wysypać  na talerzyk, żeby wyschła.

 

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni.

 

Po kilku minutach do ciecierzycy  trzeba dodać oliwę (łatwiej Wam będzie ją sobie przerzucicie do miseczki:-) oraz wsypać dowolne przyprawy.

Całość dokładnie wymieszać.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i wysypać na nią kuleczki. Chipsy piec ok. 40 minut.

Za namową autorki przepisu, chrupki zamknęłam w szczelnym pojemniku. I tak nie posiedziały tam zbyt długo;p

 

p.s. zdecydowanie bardziej smakowała mi wersja cieplejsza, niż ostudzona.

Kasia